Serio,

nie miałam siły.

W telegraficznym skrócie:

Odcięło mi prąd, byłam na zasilaniu awaryjnym. Przeczołgał mnie mój tydzień w Kalabrii, wrócilam w nocy w poniedziałek tydzień temu i nie wiedziałam w co wsadzić ręce, tym razem w Polsce. Do tego weszłam na ścieżkę wojenną z firmami kurierskimi na włoskim południu i trudno w to uwierzyć, ale tę wojnę wygrywam!

Pozamawiałam przez internet mnóstwo rzeczy, w tym przepięknej urody szałwiowy ekspres do kawy. Lipcowe włoskie wyprzedaże są naprawdę wyprzedażami! Czekałam i czekałam na przesyłki, zdążyłam wyjechać do Polski, a tu zaczęła spływać lawina maili: adres zły, adres nieprawidlowy, brak kontaktu… o wy kurierskie dranie (bastardi, tak mówi Rina)! Nie chciało im się wychodzić z auta-do mojego domu dojeżdżają tylko te śmieszne trzykołówki. Ale nawet żaden kurier nie zadzwonił, a zapobiegawczo podałam numer Riny, bo polski prefix działał odstraszająco. Zalogowałąm się więc na każdej spedycyjno-kuriersko-przesyłkowej stronie i zaczęłam swoją krucjatę mailami. Napisałam ich ze 150, serio. Wysyłałam po kilkanaście dziennie, nawet do takich tuzów jak beliani.it (lustro ciągle na gigancie). Pisałam, że kurierzy nie dzwonią, że to, że sio. Padłam pod wrażeniem własnej skuteczności, gdy Rina zaczęła wysyłać mi codzienne raporty z pochodów kurierów, szok! Dało się dostarczyć przesyłkę do Moni? Dało się! Na razie zaginęło tylko lustro, ale jestem pewna, że końcu do mnie dotrze. Przy okazji odkryłam, że na mapie Google nie ma zaznaczonej mojej ulicy, co w tych poludniowych miasteczkach jest normą. Napisałam do Googla. Zaznaczyłam nawet swój dom, jako miejsce szczególnego kultu religijnego. Założę psiakrew kościoł.

Druga moja wojna to stolarz Agazio. Tu musiałam być bardzo strategicznie ostrożna i miła i to on mnie wykończył. Zemsta kurierów. Lecę dziś wieczorem z moją siostrrą babeczną, a kuchnia dopiero się montuje. Za to blat z zielonego marmuru jest nieziemskiej urody i to moja pociecha!

Prowadzenie remontu na odległość to koszmar. Prowadzenie remontu z translatorem to podwójny koszmar.

Nie mam pojęcia jak mi się udało, bo się udało! Koniec! Zimą zrobię elewację i drugą łazienkę, ale to będzie w rękach niezawodnego Antonio, punktualnego, słownego, gdzie on się uchował? Jest taki włoski męską przystojnością i niebywałym urokiem, a jednocześnie taki niewłoski z tą swoją punktualnością i solidnością! Tak bardzo mogę na niego liczyć, jakimś cudem bardzo mnie polubił, chyba z litości:D

Będę więcej pisać z Kalabrii. Mam przed sobą całe 10 dni, ale będę mieć co robić. W bagażu mam 8 par nóżek (45 cm haha) do szafek, porcelanowe gałeczki, mnóstwo niezwykle potrzebnych rzeczy, ale mam nadzieję, że ostatni raz lecę z dużą walizką.

Zginęłabym jak ciotka w Czechach bez moich cudownych kalabryjskich ludzi- Riny, Antonia, Elli, Fiore i Agazio fliziarza. Nie wiem czym sobie zasłużyłam, ale dziękuję za nich losowi!

Li

PS.Gdyby kogoś zdziwił zlew w tak nietypowym miejscu, to zaciskając zęby powiem jedno: Agazio stolarz się pomylił, a kamieniarz wg jego wskazówek wyciął marmur. Czy miałam wyjście? No nie…

Tu próba płyty-działa!

Woda też leci! Natychmiast kazałam ściągnąć te cokoliki, na szczęście nie zdążyli ich przykleić.

A tu tył Agazio w całej krasie.

2 Responses to Serio,

  1. optimistic0265fef163's awatar optimistic0265fef163 pisze:

    Nigdy nie wątpilam w Twoją skuteczność😀Niech lustro dojedzie bez uszczerbku! Remont na odległość znam z autopsji, latwiej- bo po polsku, ale opieszalośc iście włoska😃 Spokojnego lotu!

  2. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Moniko, koniczenie sięgnij po książkę Dolcze Wita Leszka Talki, przy Twoich przygodach z kurierami od razu przychodzi do głowy :)

Dodaj komentarz